Katyń i Smoleńsk 2016


Kamień z tablicą upamiętniającą tragedię z 10.04.2010 r.

Kamień z tablicą upamiętniającą tragedię z 10.04.2010 r.

10 kwietnia 2016 r., jako członek oficjalnej delegacji rządowej, uczestniczyłem w wyjeździe rocznicowym do Katynia i Smoleńska zorganizowanym przez Radę Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa we współpracy z polskimi placówkami dyplomatycznymi w Białorusi i Rosji. Delegacja liczyła około 200 osób. Przewodniczyła jej Anna Maria Anders, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnik prezesa Rady Ministrów do spraw dialogu międzynarodowego, przewodnicząca Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.

Wyjazd był o godzinie 04:45 spod symbolicznego miejsca – pomnika Ofiar Katyńskich w Warszawie, skąd pojechaliśmy autokarami na lotnisko im. Chopina na Okęciu. Stamtąd wyruszyliśmy w rejs do Witebska na Białorusi. Każdy z uczestników został wyposażony w okolicznościową plakietkę identyfikacyjną oraz szczegółowy plan wizyty.

Po wylądowaniu i zajęciu miejsc w autokarach (czterech) uformowana została kolumna pojazdów, w której skład wchodziły jeszcze limuzyny dyplomatyczne ambasadorów RP w Mińsku i Moskwie. Cała kolumna była prowadzona przez policyjne radiowozy – na początku i końcu kolumny. Orszak zamykała karetka pogotowia. Tak na wszelki wypadek. Na terytorium Białorusi towarzyszyły nam białoruskie radiowozy, a po stronie Rosji – rosyjskie. Co ciekawe, wszystkie większe skrzyżowania, ronda i sygnalizacje świetlne na całej trasie przejazdu (Witebsk-Smoleńsk – ponad 130 km)  były obstawione przez patrole policji, które wstrzymywały normalny ruch, pozwalając nam bez zatrzymywania się pokonać całą trasę. Miało to z pewnością też wymiar polityczny: tak „trudna” i ważna delegacja musiała bezpiecznie dotrzeć na miejsce i wrócić do Witebska. Nikomu nie mógł włos z głowy spaść. Widać było naprawdę duże zaangażowanie sił policyjnych tak na Białorusi, jak w Rosji oraz poważne podejście do zagadnienia zapewnienia nam bezpieczeństwa.

Droga do Katynia trwała około 1,5 godziny. Po przyjeździe czekał nas drobny poczęstunek, po którym weszliśmy na teren Memoriału Katyńskiego. W pierwszej kolejności skierowaliśmy się na część „rosyjską” Memoriału, upamiętniającą obywateli ZSRR, którzy padli ofiarą komunistycznych represji i zostali zamordowani w katyńskim lesie. Upamiętnia to duży krzyż prawosławny, pod którym odbywają się uroczystości. Pod tymże krzyżem odprawione zostały modlitwy prze duchownych prawosławnych i katolickich oraz złożone zostały wieńce, kwiaty i znicze od naszej delegacji i od obecnych przedstawicieli administracji rosyjskiej.

Następnie wszyscy udali się na miejsce głównych uroczystości upamiętniających 76 rocznicę zbrodni katyńskiej, czyli na tzw. część „polską” Memoriału, poświęconą pamięci pomordowanych w Katyniu polskich jeńców wojennych i innych Polaków. Tam odprawiona została Msza Święta w intencji pomordowanych, po której nastąpiła modlitwa ekumeniczna prowadzona przez duchownych katolickich, prawosławnych, protestanckich i wyznania mojżeszowego. Po modlitwie Anna Maria Anders uderzyła w podziemny dzwon, po czym nastąpiło złożenie kwiatów i zniczy.

Warto zaznaczyć, że „polska” część memoriału stanowi Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu. Znajdują się na nim tzw. „doły śmierci”, do których pierwotnie oprawcy z NKWD wrzucili ciała pomordowanych polskich oficerów. Dziś miejsca tych dołów oznaczone są stalowymi płytami, które wskazują zarys mogił. Po ekshumacji szczątki pomordowanych Polaków zostały umieszczone w miejscu ich obecnego spoczynku: w poświęconej ziemi w braterskich mogiłach, przy ołtarzu, na którym sprawuje się Msze Święte. Między tymi grupowymi mogiłami znajdują się dwa oddzielne groby dwóch polskich generałów zamordowanych w Katyniu.

Przy wejściu do Memoriału Katyńskiego znajduje się muzeum zbrodni katyńskiej, które powstało we współpracy z polską Radą Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa (ROPWiM). Dlatego też pokazywana w nim historia w sposób bezpośredni wskazuje sowiecką machinę, NKWD i osobiście Józefa Stalina, jako odpowiedzialnych sprawców katyńskiego ludobójstwa. Piszę o tym dlatego, że do dziś w Rosji szerzy się kłamstwo katyńskie, mówiące o tym, że to nie sowieci zamordowali Polaków, ale hitlerowcy. Memoriału Katyńskiego najprawdopodobniej wcale by nie było, gdyby nie determinacja strony polskiej i mocne osobiste zaangażowanie sekretarza generalnego ROPWiM, Andrzeja Przewoźnika, który zginął 10.04.2010 r. pod Smoleńskiem.

Po zakończeniu uroczystości w Katyniu udaliśmy się do Smoleńska na miejsce katastrofy prezydenckiego samolotu, w której zginęli najważniejsi polscy przedstawiciele władz z Prezydentem Lechem Kaczyńskim i jego małżonką Marią Kaczyńską. W miejscu katastrofy w ciągu ostatniego czasu zaszły spore zmiany. Pojawiło się parę nowych salonów samochodowych, a na miejsce, gdzie leżały porozrzucane szczątki prezydenckiego samolotu, prowadzi betonowa droga, po której tylko można się poruszać. Policyjna asysta była w tym miejscu szczególnie duża. Do tego stopnia, że przed wejściem na tę betonową drogę ustawiono bramki do kontroli bezpieczeństwa (wykrywające broń i materiały niebezpieczne). Samo miejsce tragedii zostało wreszcie ogrodzone, bo przez kilka lat praktycznie każda postronna osoba mogła sobie tam wejść i poszukać szczątków polskiego samolotu. Głośne były przypadki sprzedaży na okolicznych bazarach kawałków samolotu znalezionych na miejscu tragedii.

Za punkt główny uroczystości wybrano brzozę, wokół której zbudowano podest. Szczerze mówiąc, dziwi fakt wyboru akurat takiego miejsca, tym bardziej, że dosłownie paręnaście metrów dalej znajduje się kamień z tablicą pamiątkową w językach polskim i rosyjskim. Bardziej logiczne wydawało mi się, aby to właśnie pod tym kamieniem i tą tablicą składać wieńce i znicze, a nie pod brzozą. W ostatniej chwili postawiono pod tą brzozą parę fotografii ofiar katastrofy, w centralnym miejscu umieszczając zdjęcie Lecha i Marii Kaczyńskich. W efekcie końcowym delegacje składały swe wieńce pod drzewem, kłaniając mu się przy tej okazji. Było to cokolwiek dziwne. Dziwna jest też postawa rosyjskich władz, które stwarzają horrendalne kłopoty i nie chcą się zgodzić na postawienie w miejscu tej tragedii przyzwoitego pomnika. Jest to oczywisty odwet Rosjan za to, że w Polsce demontuje się pomniki wdzięczności Armii Radzieckiej. Takie zachowanie strony rosyjskiej przykre jest i bolesne.

Za całkowicie nietrafiony uważam wybór osoby narratora uroczystości. Młody człowiek, najprawdopodobniej pracownik polskiej ambasady w Moskwie, miał poważne problemy z tekstem. Zamysł był dobry, aby czytać komunikaty zarówno po polsku, jak i po rosyjsku. Natomiast wykonanie było żenująco słabe. Lektor nie potrafił czytać po rosyjsku, przekręcał wyrazy, masakrycznie kaleczył język rosyjski, mówiąc niektóre słowa po polsku z „lekkim rosyjskim zaśpiewem”. Uważam, że na uroczystościach tej rangi takiego potknięcia absolutnie nie miało prawa być. Wyszło na to, że nie ma wśród Polaków kogoś, kto może coś dobrze po rosyjsku przeczytać. Po prostu kompromitacja.

Zdziwił mnie jeszcze jeden szczegół tych uroczystości w Smoleńsku. Otóż zupełnie nieoczekiwanie zjawili się tam przedstawiciele partii „Zmiana”, która postrzegana jest jako prorosyjska i proputinowska. Oni nie wchodzili w skład naszej oficjalnej delegacji. Na miejscu rozwinęli flagi polskie, rosyjskie i swoje partyjne, a także złożyli pod brzozą kwiaty i znicze.

Po zakończeniu uroczystości w Smoleńsku udaliśmy się z powrotem do Witebska, a stamtąd samolotem do Warszawy, do której przylecieliśmy przed północą.

Całość obchodów rocznicowych, 76-tej zbrodni katyńskiej i 6-tej katastrofy smoleńskiej, stanowiła spore zagadnienie organizacyjne, z którym ROPWiM oraz polskie placówki dyplomatyczne w Rosji i na Białorusi poradzili sobie sprawnie i dobrze. Za to należą się im słowa uznania. Poza nielicznymi i w większości nieistotnymi potknięciami (za wyjątkiem narratora w Smoleńsku), całość przebiegła sprawnie i operatywnie. Co przy takiej liczbie uczestników delegacji nie było prostym zadaniem.

Bardzo się cieszę, że mogłem uczestniczyć w tych uroczystościach. Było to niezapomniane, wzruszające i głęboko poruszające przeżycie. Wśród członków delegacji byli przedstawiciele różnych środowisk, różnych opcji politycznych, ale mających wspólny cel – zachować od zapomnienia i zapobiec przekłamywaniu historii. Szczególnie ucieszył mnie liczny udział młodych ludzi w naszej delegacji. Napawa to nadzieją, że pamięć o tych tragicznych wydarzeniach nie zaginie i będzie podtrzymywana.

Uważam, że każdy Polak powinien choć raz w życiu do Katynia przyjechać. Nikt, kto ma choć trochę w sobie poczucia polskiej przynależności narodowej, z pewnością nie może obojętnie przejść obok tych miejsc. I to niezależnie od tego, czy w Katyniu lub Smoleńsku stracił kogoś bliskiego. To miejsce jednoczy wszystkich Polaków. I tak być powinno zawsze.

Galeria

Kliknij na poniższe zdjęcie, aby uruchomić przeglądanie galerii.

Reklamy

Informacje o Leszek Kazimierski

Trener biznesu, konsultant i coach, tłumacz języka rosyjskiego. Baron herbu Biberstein.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Baron w mediach, Podróże, Savoir-vivre, Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s